Ta strona www używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy dostosować stronę do twoich potrzeb.
W każdej chwili masz możliwość zablokowania plików cookies w swojej przeglądarce. Dowiedz się jak to zrobić OK. Rozumiem
Kupieckie Domy Towarowe KDT
Strefa kupca

Polacy wybierają targowiska

Prawie połowa z nas na targach najczęściej kupuje owoce i warzywa, 30% mięso, 20% odzież i obuwie – wynika z badań zleconych przez Komisję Europejską. Na stołecznych bazarach zaopatruje się 2/5 niezamożnych Warszawian i co dziesiąta osoba o wysokich dochodach. Polacy są największymi zwolennikami tej formy zakupów w całej Wspólnocie Europejskiej. Dlatego też tak ważne jest, żebyśmy wzorując się na innych krajach, mogli wypracować wraz z władzami miasta wspólną politykę wobec kupców.

Targowiska są najstarszą formą handlu i świetnym miejscem zakupów, pozwalającym nawiązać relacje ze sprzedawcą i zaoszczędzić pieniądze. We wszystkich miastach Europy Zachodniej następuje ich rozkwit. W stolicy Wielkiej Brytanii jest około 70 targów. I to właśnie one cieszą się wielką popularnością niezależnie od pory roku. Mówiąc o londyńskich bazarach, trudno nie wspomnieć o Brick Lane Market, do złudzenia przypominającym Bazar Różyckiego w okresie świetności. Charakter i stan sanitarny BLM mógłby doprowadzić wielu naszych urzędników do palpitacji serca, niszcząc budowany przez nich mit o handlu europejskim - tym na mitycznym Zachodzie i nieeuropejskim - rodzimym. Brick Lane Market jest tradycyjnym targiem, o bogatej różnorodności produktów i wyrobów wszelkiego rodzaju: żywności, używanej odzieży, mebli, czasopism, kosmetyków, słodyczy, sprzętu elektrycznego i tego wszystkiego, czego nie można dostać w wielkich sieciach handlowych. Ten tętniący życiem targ jest także miejscem, w którym bywają gwiazdy telewizyjne i filmowe. Warto też wspomnieć o nowojorskim Chinatown, paryskim Marche D'Aligre, czy targu we włoskim Treviso. Są to miejsca tworzące klimat miasta, poprzez swoją różnorodność, często nieprzewidywalność.

Krytycy tego typu handlu zarzucają kupcom sprzedaż towarów o niskiej jakości i bałagan na targowiskach. Zwróćmy jednak uwagę na relacje pomiędzy ceną, a dostępnością i różnorodnością towaru na bazarach. Weźmy za przykład zakup latarki renomowanej firmy „X” za np. 100 zł, której jakość jest bez zarzutu. Gro zaopatrujących się na targowiskach, to ludzie mniej zamożni, którzy przedkładają sobie cenę nad metkę. Dla tej rzeszy ludzi odpowiednia kwota to np.10 zł. Towar przez nich zakupiony, jakością może nieco odstawać od markowego, natomiast cena pozwala nie nadszarpnąć domowego budżetu. Tym bardziej, że wiele przedmiotów używamy tylko sporadycznie. Przykłady można by mnożyć. Kapitalizm opiera się na szybkim obrocie pieniądzem i minimalizowaniu kosztów. Dlatego też każda zaoszczędzona złotówka wydana w innym miejscu powoduje rozruch innych gałęzi gospodarki. Każde zaoszczędzone pieniądze pozwalają kupić inne towary czy usługi. I tak przykładowe 90zł zaoszczędzone na przydomowym bazarze, daje pracę pobliskiemu szewcowi, kwiaciarce czy znajomej małej piekarni. I to jest klucz do bogacenia się społeczeństwa. Wielkie sieci, najczęściej dzięki inżynierii księgowej, płacą minimalne podatki. Wystarczy poszukać wyników finansowych wielkich korporacji w Polsce. Oczywiście robią to zgodnie z prawem, zatrudniając rzesze najlepszych prawników i doradców.

Co do drugiej tezy, dotyczącej bałaganu na stołecznych bazarach, prawdą jest, że higiena niektórych warszawskich targowisk pozostawia wiele do życzenia. Tylko, czy winni tego stanu rzeczy są wyłącznie kupcy? A może władze miasta, nie modernizując stołecznych targowisk ponoszą odpowiedzialność za ich stan sanitarny?

W wypowiedziach niektórych urzędników miejskich, pobrzmiewa nutka satysfakcji, związana z rozpędzeniem przedsiębiorców z KDT, zamykaniem „Stadionu X-lecia”, czy też walką z kupcami z Hali Banacha. Często padają argumenty mające świadczyć o nieeuropejskim charakterze handlu przy Banacha, czy na „Stadionie”. Mówi się o psuciu wizerunku miasta przez stojącą w centrum Warszawy halę KDT. Wszystkie te wypowiedzi świadczą albo o ignorancji, albo celowym działaniu władz, mającym pozyskać poklask kilku dziennikarzy, dla których kupcy to „prywaciarze” czy „straganiarze”. Zapominając jednocześnie, że to ludzie z targowisk utrzymują rzeszę urzędników miejskich. Samo KDT rocznie w podatkach wypłacało 6 mln złotych. To kwota pokaźna, zwłaszcza w kontekście gigantycznej dziury budżetowej miasta.

Wielki uczony, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Milton Friedman będąc w Polsce powiedział: „Polska nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które kraje zachodnie stosowały, gdy były tak biedne, jak Polska.” I to zdaje się być najlepszą radą dla władz stolicy.

Natomiast Filip Moati, profesor ekonomii Uniwersytetu w Paryżu w swojej opublikowanej pracy o przyszłości handlu, stwierdza, że koncepcja umasowienia handlu i ustandaryzowania produktów w hipermarketach rozmija się z oczekiwaniami konsumentów. Efektywność sprzedaży w wielkich sieciach opiera się na jednolitym traktowaniu klientów, podczas gdy konsumenci domagają się bardziej indywidualnego sposobu zaspokajania ich potrzeb. Czy władze Warszawy zrozumieją to i zaczną współdziałać z warszawskimi kupcami? Kwestia pozostaje otwarta i miejmy nadzieję, że tym razem przysłowie „Mądry Polak po szkodzie” nie będzie miało zastosowania.

Tak, chcę otrzymywać maile z bieżącymi informacjami!

strony internetowe warszawa